wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 1



Ze słuchawkami w uszach przemierzałam szkolny korytarz. Wpatrzona w czubki swoich butów szłam prosto przed siebie, bałam się spojrzeć w górę by przypadkiem nie złapać z kimś kontaktu wzrokowego. Miałam dość współczujących spojrzeń! Na szczęście dziś jest ostatni dzień przed przerwą świąteczną oraz mój ostatni dzień w tej szkole. Już jutro przeprowadzam się do ojca gdzie zacznę „nowe” życie – choć nie wiem czy zdołam.

Od tamtego dnia minęło siedem tygodni, a od sześciu jestem pilnowana przez dziadków. Czasami mam ich serdecznie dość i chcę jak najszybciej przenieść się do ojca ale potem uświadamiam sobie, że kompletnie go nie znam i jednak chcę, żeby czas stanął w miejscu i żebym nie musiała wyjeżdżać.

Stanęłam pod klasą od biologii i schowałam słuchawki do torby wcześniej wyłączając muzykę. Szybko rozejrzałam się po korytarzu i wtedy dostrzegłam grupkę osób z klasy, które zawzięcie czytały coś w podręczniku lub przepytywały siebie nawzajem. Szybko skojarzyłam fakty i czym prędzej oddaliłam się w kierunku łazienki.

Kiedy otworzyłam drzwi od razu poczułam zapach papierosów zmieszanych z różnymi perfumami. Stanęłam przy ścianie i poprawiłam torebkę, która zsuwała się z mojego ramienia. Po kilkunastu sekundach z jednej kabiny wyszły cztery dziewczyny śmiejąc się z czegoś. Poczekałam aż wyjdą i weszłam do ostatniej. Opuściłam klapę i usiadłam na niej. Po chwili usłyszałam dzwonek obwieszczający rozpoczęcie lekcji. Wyciągnęłam z torebki telefon i słuchawki i wkładając sobie jedną do ucha wcisnęłam play. Po przesłuchaniu kilku piosenek wyciągnęłam również paczkę papierosów i odpaliłam jednego. Nigdy wcześniej nie paliłam ale od tamtego momentu wszystko się zmieniło. Nie mogłam być taka sama, kiedy ich już nie było.

Najgorsze było to że musiałam jeszcze wytrzymać 5 godzin. Mam cichą nadzieję, że Iwona przyjedzie po mnie wcześniej. Spojrzałam na telefon i odblokowałam go. Weszłam w wiadomości i zaczęłam pisać.

„O której po mnie przyjedziesz?” – napisałam i wysłałam do żony mojego ojca. Odpowiedź dostałam niemal natychmiast.

„Jeśli chcesz już mogę po ciebie przyjechać.” – Ekstra pomyślałam.

„Tylko będziesz musiała zadzwonić do wychowawcy i mnie zwolnić ale to dopiero za 20 min”

„Ok.” – odpisała i mogłam znów zatopić się w muzyce.

Tak się zasłuchałam, że prawie nie słyszałam dzwonka na przerwę. Po chwili usłyszałam gwar wypełniający wszystkie korytarze a zrobił się jeszcze głośniejszy kiedy drzwi do toalety się otworzyły. Szybko zeskoczyłam z kibla, zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z kabiny, która momentalnie została zajęta przez dwie pierwszoklasistki. Schodziłam na dół kiedy dostałam sms-a od Iwony, żebym wychodziła bo już po mnie jedzie. Poczułam ucisk na moim ramieniu, odwróciłam się i ujrzałam wychowawcę, który poinformował mnie, że ma mnie zwolnić. Poszedł ze mną do socjalnego po klucz do szatni przy okazji dopytując się czy wszystko w porządku. „Tak, w jak najlepszym” pomyślałam ubierając kozaki.

Kiedy już stałam przy wyjściu, on zaczepił mnie jeszcze raz.

- Nie chcesz się pożegnać z klasą? – spytał patrząc na mnie współczująco. „Tak! Tylko o tym teraz marzyłam, żeby znosić ich zmartwione spojrzenia.” Pokiwałam przecząco głową i wyszłam kiedy ten rzucił krótkie „do widzenia.” Wychodząc na zewnątrz od razu uderzyło mnie mroźne powietrze, poprawiłam czapkę i skierowałam się na parking przed szkołą gdzie miała czekać Iwona. Podskakując z nogi na nogę czekałam aż w końcu rozsiądę się z miękkim fotelu, co kilka minut sprawdzałam godzinę. Czas jak na złość chyba zwolnił. W końcu dostrzegłam czarny samochód, który okazał się być Iwony.

Szybko wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy.

- Cześć! – rzuciła i szybko wycofała. – Jak tam ostatni dzień w szkole? – spytała chodź doskonale wiedziała, że jej nie odpowiem. Widziałam, że zerkała na mnie co jakiś czas ale ja uparcie patrzyłam się przez okno. Kiedy dojechałyśmy już pod mój dom szybko wysiadłam i weszłam do mieszkania nie czekając na szatynkę. Już w korytarzu poczułam zapach pieczonego kurczaka ale nie miałam ochoty na nic, poza tym właśnie weszła Iwona, a babcia wychyliła się z kuchni.

- Już jesteś? – spytała podchodząc do mnie wycierając ręce w ścierkę. Kiwnęłam tylko głową. – Zjecie coś? – spytała tym razem patrząc na kobietę za mną. Znów kiwnęłam głową tym razem na nie i przeszłam dalej nie chcąc ich słuchać. Poszłam do pokoju i wzięłam z niej dwie wielkie walizki i zaniosłam je na korytarz. Iwona zabrała je i zaniosła do samochodu podczas gdy ja wróciłam się po jeszcze jedną torbę.

Kiedy już wszystkie rzeczy znalazły się w bagażniku samochodu mogłam spokojnie pożegnać się z babcią i dziadkiem. Babcia oczywiście zalała się łzami, wycałowała mnie i wyściskała jakbyśmy miały się nie widzieć już do końca życia. Dziadek uścisnął mnie mocno i szepnął, że zawsze jestem tu mile widziana, pocałował w czoło i odprowadził do samochodu.

Kilka godzin później wysiadałam przed obcym domem i w obcym mieście. Nadal nie mogłam uwierzyć w to że w końcu będę miała okazję bliżej poznać ojca, jasne zawsze o tym marzyłam ale nie w takich okolicznościach. Zarzuciłam torebkę na ramię i zatrzasnęłam drzwi, w naszą stronę kierował się mój ojciec by pomóc mnie i Iwonie zabrać się z rzeczami za pierwszym razem.

- Jak się jechało? – spytał patrząc na mnie. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i od razu poczułam przyjemne ciepło. Weszłam w głąb korytarza i odstawiłam torbę po czym zaczęłam ściągać buty. Iwona i ojciec pojawili się zaraz po mnie. – Zostaw potem się tym zajmiemy – posłał mi ciepły uśmiech i wziął kurtkę, żeby odwiesić ją na haczyk. Tata zaprowadził mnie do salonu a Iwona poszła do kuchni. Na wielkim puchatym dywanie bawiła się mała dziewczynka – to pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Czyli tak wygląda moja siostra. Zawsze byłam tylko ja i nikt więcej nie wiem czy dam radę. Zawsze uwaga skupiała się tylko na mnie. Wtedy dziewczynka uniosła głowę do góry i ujrzawszy mnie uśmiechnęła się szeroko. Miała słodki uśmiech, chciałam to odwzajemnić ale wyszedł z tego chyba tylko jakiś grymas. Wstała, podbiegła do mnie i przytuliła się do moich nóg.

- Ty jesteś Lena, tak? – spytała zadzierając głowę, spojrzałam na dół i tym razem uniosłam lekko kąciki ust i pokiwałam głową. – Tata mówił, że niedługo z nami zamieszkasz i że teraz jesteś moją siostrą, a ja zawsze chciałam mieć starszą siostrę! Będziemy się razem baawić i będziesz mnie malować, prawda? – Znów kiwnęłam głową. Jej chyba nie da się nie kochać.

- Już Dominika, daj jej trochę spokoju – zaśmiał się.

- Tato? A czemu ona nie mówi? – spytała. Ojciec spojrzał na mnie, a potem znów na Dominikę i kucnął tak żeby być na jej wysokości – co swoją drogą było trochę trudne zważywszy na jego wzrost.

- Mówi tylko się trochę wstydzi. Daj jej trochę czasu – puścił małej oczko na co ta z niechęcią pokiwała głową. Tata usiadł na kanapie a ja na fotelu obok, Dominika wróciła do zabawy i dopiero teraz zauważyłam, że ona rysuje.

- Proszę! – powiedziała Iwona wchodząc do salonu z tacą na której stały trzy kubki i delicje. Odstawiła tacę na stół i podała mi jeden kubek. Kiwnęłam głową, podmuchałam trochę zanim upiłam łyk.

- Będziesz miała trochę czasu na zaklimatyzowanie się – zaczęła. – Ferie u nas zaczynają się zaraz po świętach, właściwie to idziecie tylko dwa tygodnie i znów macie przerwę. – Kolejny raz kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Powinnam zacząć z nimi rozmawiać ale boję się że jak tylko będę próbowała coś powiedzieć to wybuchnę płaczem. Już i tak jest mi ciężko.

- Ewentualnie możesz iść do szkoły po feriach, zrobisz sobie miesięczną przerwę, co ty na to? – spróbował tata. Spojrzałam na niego. Otworzyłam usta by coś powiedzieć ale równie szybko je zamknęłam lecz oni czekali.

- Nie chcę mieć zaległości – powiedziałam cicho. W moim gardle pojawiła się wielka gula, przez którą trudniej mi było połykać, przybliżyłam kubek do ust i upiłam trochę. Dzięki gorącej herbacie szybko się rozgrzałam.

- Naprawdę, nie musisz. Dyrektor…

- Nie chcę – głos powoli zaczął mi się załamywać a w oczach pojawiły się łzy. Zamrugałam kilka razy, żeby się ich pozbyć. Nie chciałam się przy nich rozklejać, a już na pewno nie przy małej – ona na pewno nie wiedziała wszystkiego.

- Dobrze, będzie jak chcesz – odpowiedział tata. – Sebastian poszedł do sąsiadów ale powinien niedługo przyjść – zaczął znowu po kilku minutach. Znów tylko kiwnęłam głową.

- Ładne?! – spytała Dominika wstając i pokazując nam wszystkim rysunek jakiejś krowy na łące.

- Piękne skarbie – powiedziała szatynka całując ją w czoło. Znów ta gula i łzy, powstrzymałam się bo Dominika do mnie podeszła. 
-To dla ciebie! - Znów się nikle uśmiechnęłam.



***
Tak jak myślałam! Długo nie wytrzymałam i znów zaczęłam pisać. Historia trochę inna niż ta o Poli i Bartku ale mam nadzieję, że również Was zaciekawi więc komentujcie ;)
Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Wiesz, że ja w twoim wykonaniu przyjmuję wszystko... :D
    Jak zwykle bosko!
    Czekam na next>>>
    Jakbyś mogła to dalej mnie inf. na tt. lolkaa03

    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Naciągane i po znajomości 2\10
    żartuję przecież, wiesz co sądzę o twoich opowiadaniach <3
    czekam na kolejny ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje blogi jak zawsze fajne czekam na dalszy ciąg

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział. Masz fajny styl pisania.
    Mam nadzieję że Lena się otworzy.
    Czekam na następny. Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podoba, zostaje :D a mogłabyś wkleić mi w komentarzu link do tego twojego bloga o Poli i Bartku? Bo nie mogę go znaleźć :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://i-cant-tell-you-how-it-all-happened.blogspot.com/
      Proszę :)

      Usuń
    2. Dziękuję ;)

      Usuń